Preludium
Sel, 4 maja 2010
A my z wiecznego niepokoju
z przelotów wiatru,z garści cienia
z brzóz przedwieczornych
które stoją nad cichą rzeką zamyślenia*
Każda noc spędzona z bratem na obserwowaniu bezchmurnego, rozgwieżdżonego nieba, była dla Alicji niepowtarzalną lekcją życia, kultury, dobrego wychowania i zagłębiania się w ludzką psyche, na tyle, by móc następnie bez przeszkód odczytywać intencje i zamiary spotykanych ludzi. Każda taka noc sprawiała również, że sześcioletnia dziewczynka zaczynała myśleć perspektywicznie i wśród natłoku obrazów dostrzegała sens tego, co dla innych stanowiło abstrakcję.
Chciała i musiała nauczyć się polegać tylko na sobie. Koniecznością okazało się to z chwilą, gdy Paweł wyjechał do Norwegii w poszukiwaniu pracy. Przysyłał listy, kartki, paczki. Raz nawet przyjechał na święta bożonarodzeniowe. A potem Ala została sama. Listonosz nigdy już nie przyniósł paczki owiniętej w szary papier z dorysowanymi przez Pawła kotami; nie było także listów pisanych na ładnej, ozdobnej papeterii z pomarańczami. Próbowała dzwonić, aczkolwiek nikt nie podnosił słuchawki. Próbowała na temat brata rozmawiać z rodzicami, lecz oni zawsze zbywali ją machnięciem ręki i zdawkowymi wyjaśnieniami, „że Pawełek jest zbyt zapracowany, by się odezwać”.
Przyjęła zatem w ten sam sposób tłumaczyć sobie jego zachowanie. Wszystkie listy i drobne upominki z paczek upchnęła w niedużym kartonie, który następnie został wyniesiony na strych. Wspomnienia zacierały się jedno po drugim; Pawła zaczęli zastępować inni chłopcy, mniej lub bardziej istotni w życiu Alicji.
Wystarczyło osiemnaście lat, by niemal całkowicie zapomnieć. Osiemnaście lat, by rozpocząć nowe życie.
*„A my”, Coma
skomentuj (15)
Clairey dla
Kobietek, przy pomocy
tego,
tego i piosenki A Perfect Circle, noszšcej tytuł
`Passive`.